piątek, 30 sierpnia 2019

Każdy z nas posiada dwie twarze [...]

Pierwsza z nich zarezerwowana jest dla tłumu. Tworzy obraz chodzącego ideału. Prywatnie zastępuje ją druga- pokazująca prawdziwą naturę człowieka.



Dara Allaina von Detremante
PANIENKA FĄFEREFĄFE

13.01.2001 - 18 LAT - POLKA - DIABEŁ - IIIB - POKÓJ 073 - WOLONTARIUSZ - MUZYK - HETERO - ZAWODOWY SINGIEL - KIRISHE

Lubię muzykę - rzekła powoli - ponieważ gdy... gdy jej słucham, zatracam się w sobie, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Jestem wówczas jednocześnie pełna i pusta, czuję jak ziemia drży i wypiętrza się pod moimi stopami. Kiedy zaś sama zaczynam grać... Cóż, wreszcie tworzę, a nie niszczę.
Sarah J. Maas – Szklany tron

 Muzyka jest najlepszym ze wstępów do opowiedzenia o panience von Detremante. Stanowi ona podstawę osoby, ale i pokazuje, jak wielką moc potrafią mieć dźwięki wszelkiego rodzaju. W rodzinie Dary umiejętność gry na wiolonczeli była przekazywana z pokolenia na pokolenie, po stronie kobiecej. Budowano w ten sposób wrażliwość, której do tej pory nie potrafiła się wyzbyć. Coś doprawdy uciążliwego, zwłaszcza gdy wokół wszyscy słuchają rapu albo innych form kaleczenia piękna, których ona sama nie zamierza tolerować. Nawet jeśli nauczyciele mają jej za złe odmawiania udziału w wydarzeniach muzycznych opartych o te zbrodnie przeciwko dobremu gustowi.
 Bycie upartą w jakiejkolwiek kwestii należy do najbardziej charakterystycznych i widocznych na pierwszy rzut oka cech młodej kobiety. To i wiele innych odziedziczyła po świętej pamięci babci Laurze, która siedemnaście lat wcześniej podjęła się wyzwania wychowania Allainy. Swoją drogą nigdy nie pasował jej dobór imion wnuczki, w jej mniemaniu był zbyt ekstrawagancki. Postać tej wyniosłej damy o enigmatycznej, choć dziwnie pięknej urodzie na zawsze pozostanie w pamięci dziewczyny. Nie tylko przez to, jak odrealniona się wydawała, ale i przez śpiew, który dzień w dzień rozbrzmiewał wśród murów poniemieckiego, wiejskiego domku gdzieś pod Wrocławiem. To dzięki niemu nawet najgorsze chwile zdawały się przemijać, znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, coraz bardziej rozkochując Darę w tej konkretnej formie sztuki, połączonej z surowym dźwiękiem starej jak świat wiolonczeli. Wielkiej, przy której nawet tato zdawał się kurczyć. Przynosiło to ukojenie dla zszarganych nerwów, będąc darmowym lekarstwem na całe zło tego świata. Lekarstwem, ale i sposobem na życie.
 Talent czarnowłosej został odkryty już w szkole podstawowej, pozwalając na dalszy rozwój. Już nie w domowym zaciszu, a na scenie. Wśród świateł reflektorów, oklasków zgromadzonych widzów czuła i nadal czuje się tak, jakby odnalazła swoje miejsce. Zaskakująco swobodna, charyzmatyczna wiolonczelistka zachwyca ludzi delikatnym głosem. Tym, jak łatwo przychodzi jej solowy występ, ale też prowadzenie konwersacji z o wiele starszymi od siebie osobami, bowiem głównie takie raczą ją swoją obecnością w amfiteatrach, filharmoniach czy innych przybytkach, w których dane jest jej występować w pojedynkę lub jako część grupy. Publicznie uchodzi za niezwykle przyjazną, otwartą na nowe znajomości panienkę, znającą podstawy dobrego wychowania, te liczne maniery przy stole. Jednak czego innego można by się spodziewać po osobie, która wyrosła na urodziwą panienkę? Bajecznie wysoką, o długich i szczupłych nogach godnych modelki. Tato niejednokrotnie porównywał ją do babci, ale i matki, której bagatela nigdy nie miała okazji poznać.
 Masz jej oczy- w ten sposób podkreślał najbardziej charakterystyczną cechę, jaką zapisano w genach von Detremante. Miejscowy albinizm, który umiejscowił się w tęczówkach, sprawiając, że przybierały krwistoczerwoną barwę. Paradoksalnie ciemną, poziomem odcienia porównywalną do tego najczęściej spotykanego brązu. Łącząc to z głęboką, naturalną czernią włosów, alabastrową skórą- można porównać ją do stereotypowego wampira z amerykańskich filmów dla nastolatków. Uwielbia podkreślać ten nietypowy atut swojego wyglądu długimi sukniami w ciemnych barwach, niejednokrotnie ozdobionymi czarną koronką. Trumienną, jak to określał jej przyszywany brat. Pasują do bankietów, koncertów, ale i szkolnych bali. Zazwyczaj jednak można spotkać ją kręcącą się po internacie w mundurku, ewentualnie jakichś luźnych ciuchach. Jest zdecydowanie typem wygodnickiej osoby. Nie cierpi, kiedy coś ją uwiera, gniecie, drapie czy po ściągnięciu ubrań czuje dyskomfort. Właśnie to było głównym powodem do porzucenia staników. Zakłada je jedynie w ostateczności, gdy sytuacja oraz kreacja tego wymagają.
 Dopiero w chwilach weekendowych powrotów do domu wychodzi jej prawdziwa natura czy upodobania. Zrzuca z siebie maskę grzecznej, idealnej dziewczynki, wzorowej uczennicy czy artystki, stając się kimś zupełnie innym. Wręcz kompletnym przeciwieństwem. Na próżno szukać u niej chociażby oznak uległości, do czego trzeba się po prostu przyzwyczaić. Nie tylko oczy odziedziczyła po świętej pamięci babci Laurze. Mocna psychika wraz z naturą buntowniczki tworzą mieszankę będącą magnesem na kłopoty, o czym świadczy chociażby sporej wielkości blizna na brzuchu. Pamiątka z dzieciństwa. Pamięta to tak, jakby było wczoraj. Zimowy, mroźny poranek, kiedy postanowiła z jakiegoś powodu zrobić na złość tacie. To chyba było tuż po śmierci babci, gdy przechodziła przez okropny okres w dziecięcym życiu. poszła z kolegami do lasu, na górkę, by pozjeżdżać na workach i dętce od traktora. Skończyło się płaczem, rozlewem krwi i paniką, zaraz po tym, jak zsunęła się ze śliskiego materiału na ostre kamienie, schowane pod cienką warstwą śniegu. Jednak nawet tak traumatyczne przeżycie nie było w stanie stępić charakteru ciemnowłosej. Pociągu do poznawania świata. Smakowania nieznanego. Dominacji. Ale i tej szalonej pewności siebie, której nieodłącznym towarzyszem została szczerość godna małego dziecka. Czując się swobodnie w towarzystwie może być wręcz bezczelna, wypowiadając swoje myśli na głos. Zaś w związku można spodziewać się po niej dosłownie wszystkiego. Nigdy nie wiadomo, co strzeli dziewczynie do głowy.
 Jednak jeśli ktoś będzie w stanie wytrzymać z tą prawdziwą Darą- zyska przyjaciółkę wierną i wdzięczną bardziej, niż niejeden adoptowany kundelek. Von Detremante jaka by nie była, potrafi zaryzykować własnym zdrowiem dla dobra drugiej osoby. Znanej i przez nią cenionej, warto to podkreślić. 
CLGTART 22.08.2019 - Tenebris [DG] - Korra10 [HW] - Tenebris#3897 - moonwilczycaksiezyca@gmail.com

Homo sum;

HUMANI NIHIL A ME ALIENUM PUTO.


~CELESTIA AURA D'RAE~
18 lat – Hagavik, Norwegia – Anioł – III C – Pokój 142 – Hetero – Głos
„Człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce”... Słowa, które każdy rozumie według swojego własnego widzimisię. Nie ma tu klucza odpowiedzi. Każda interpretacja jest dobra. Dla niektórych może być to pretekst do próbowania rzeczy zabronionych. W końcu łamanie prawa także jest rzeczą ludzką, czyż nie? Dla innych zaś pokazanie tego, że szczęście jest ludzką potrzebą i przywilejem. Ja znów jestem w tej grupie, której nie jest obcy smutek. Śmierć. Choroby. Typowo człowiecze odczucia, z którymi dane nam jest niestety borykać się na co dzień. Na wstępie jednak zaznaczam, że nie mam depresji i nie jestem psychicznie chora. Raczej. Bo hemofilia i albinizm to choroby ciała, a nie umysłu. Jak każdemu, tak i mnie zdarzają się te gorsze i lepsze chwile. Widziałam wiele. Przeżyłam wiele. Dobrego i złego. Ale po co mam opowiadać o tym obcym ludziom? Jeśli moja skromna persona zaciekawi drugiego człowieka- ten nie omieszka się zapytać. Wszak kto pyta, nie błądzi. A to, czy dostanie odpowiedź... Kto wie, kto wie? Lubię być owiana łuną tajemnicy. Opinia tej cichej, spokojnej dziewczyny bardzo mi w tym pomaga. Zawsze siedząca w tylnej ławce, po stronie okna lub jak najbliżej drzwi– nie poddałam się większości panów w mundurowej, od dwóch lat zawsze mając pasek na koniec roku. Co prawda ciężko łączy się pracę w kawiarni z nauką, szkołą i znalezieniem czasu na sen lub zbilansowany posiłek, ale... Mieszkanie samej w internacie, czy na weekendy we własnym mieszkaniu w sąsiednim mieście sprawia, że nikt nie ma nade mną kontroli. Tato siedzący od ośmiu lat w norweskim więzieniu wysyła mi jedynie listy raz na dwa tygodnie. Mimo upływu tak długiego czasu wciąż nie mogę zrozumieć, jak bardzo kierowała w nim żądza zemsty. Pokusił się o morderstwo, zupełnie nie bacząc na konsekwencje. Że takim czynem zostawia dziesięcioletnią córeczkę zdaną na łaskę i niełaskę losu. Nie mógł wybaczyć tamtym dwóm facetom, którzy którejś letniej nocy napadli mamę. Napadli, brutalnie zgwałcili i pozwolili jej się wykrwawić. W dniu pogrzebu Aury miałam pięć lat. Nie rozumiałam zbyt wiele, po raz pierwszy mając bezpośrednio do czynienia ze śmiercią. Tato udawał silnego. Nie płakał przy mnie. Starał się zapewnić bezpieczeństwo i normalne dzieciństwo mimo braku tej kobiecej ręki. Nawet powstrzymał się przed powrotem do Francji, choć u babci Margaret bywaliśmy co roku na wakacje i w ferie. No... Dopóki nie zamknęli go w więzieniu. Wtedy, w teorii pozostawiona bez opieki, zostałam oddana w ręce dorosłego kuzyna, mieszkającego niemalże na drugim końcu świata. Mieszkał w White Eagle, w wysokim apartamentowcu. Wielki i poważny pan prawnik, który w domu bywał raz na parę dni. To wtedy nauczyłam się samodzielności. Z odszkodowaniem po mamie znalazłam własne mieszkanie, wyprowadzając się od Georga w wieku szesnastu lat. Chyba nawet nie zauważył mojej nieobecności, nasz znikomy kontakt całkowicie wyparował. Dzięki właśnie odszkodowaniu mam pieniądze na czynsz. Na normalne życie. Ale nie mogłam spocząć na laurach. Stąd decyzja o pracy. Trzy dni w tygodniu, plus jeden w weekend. Po dwie do ośmiu godzin. Szefowa jest bardzo ugodowa, zawsze dostosowuje się do szkoły, do moich zajęć i obowiązkowych obozów czy wycieczek. Samoobrona przydaje się, gdy wracam z kawiarni do domu lub internatu. A zajęcia teatralne... Cóż, to po prostu pasja. Wiem, że z hemofilią nie znajdę pracy w policji, ale może chociaż sprawdzę się jako aktorka? Może i mam tylko niecały metr sześćdziesiąt pięć, ale jednak naturalnie białe, falowane włosy, sięgające aż po pośladki, alabastrowa cera z piegami i fiołkowe oczy nie są czymś popularnym. Zresztą tak, jak tatuaż między piersiami, który zafundowałam sobie na osiemnaste urodziny. Lara specjalnie dla mnie otworzyła salon w tym dniu. Mieli przerwę świąteczną od dwudziestego grudnia, a akuratnie dwa dni później oficjalnie zostałam dorosłą w większości krajów.
Ale cóż więcej mogę rzec? Nakreśliłam poniekąd własną historię. Troszkę wyglądu, jakby ktoś nie potrafił dostrzec tego na pierwszy rzut oka. Ale charakter..? Poznanie go pozostawiam w Twoich rękach, śmiałku.

KONTAKT: Howrse – SF – Eldarya 
ART: DEVIANTART, 25.08.2019

Prawdziwa miłość podobna jest do pierścienia...

A pierścień nie ma ani początku, ani końca.

Deviantart | 22.08.2019
ANASTAZJA TAMARA ROMANOW | ANA, ROMA || ROSJANKA || 14.07.2002 || ANIOŁ || II B || POKÓJ 001 || GŁOS

Rosja, wbrew pozorom, jest zaskakująco pięknym krajem. Trzeba po prostu sięgnąć głębiej. Zobaczyć więcej. Poczuć to miejsce w sobie, wszystkimi zmysłami. Przez siedem lat mieszkałam w bajkowej stolicy Rosji. Rodzice wynajmowali mieszkanie, z którego balkonu było doskonale widać Kreml i Plac Czerwony. A jakie były tam Sylwestra! Doprawdy najlepszym momentem na odwiedzenie tego kraju jest zima. Te nasze są ciężkie i mroźne. Ale to właśnie wtedy można zobaczyć cały urok tego pozornie zamkniętego kraju, otoczonego blokowiskami i pijanymi ludźmi. Później tato dostał pracę w Petersburgu. I tam właśnie mieszkałam aż do zeszłego roku, pomagając mamie już nie w mieszkaniu, a w domu. Piętrowym z ogromnym ogrodem. Tata naprawdę bardzo się postarał, byśmy obydwie były zadowolone. Może i nasza "rezydencja" nie była zbyt wielka, ale czy dla trójki ludzi potrzeba wiele? Oczywiście, mama chciała kolejne dziecko. Zresztą nie tylko ona. Ale po moich narodzinach coś się pokićkało w maminym organizmie i nie chciał współpracować z chęciami i staraniami rodziców. A wszystkiego dopiął tamten cholerny wypadek...
 Pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj. Była już Wigilia Bożego Narodzenia. Świąteczny poranek. Uprzedzając pytania- jesteśmy katoliczkami. Może i w Rosji większość to prawosławie, ale zdarzają się takie wyjątki jak my. Jednak wracając – tego dnia nie sypał śnieg. A biały puch, który już pokrywał ziemię iskrzył się w promieniach słońca. Robiłam z mamą ciastka. Miała nas odwiedzić babcia Ludmiła i dziadek Oleg, więc chciała, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. To po niej zostałam taką perfekcjonistką we wszystkim, co robię. Zabrakło jej mąki. Mąki i mleka. A jako, że nie miała prawa jazdy- poprosiła tatę o podjechanie do sklepu. Tato wziął mnie ze sobą, bo on nie wiedział co, które i o co w ogóle Róża go prosiła. Jakże mogłabym mu odmówić? Ubrana w płaszcz, wysokie buty i wszelkie wełniane dodatki wsiadłam z nim do samochodu. Po wyjechaniu na zaskakująco ruchliwą ulicę... Cóż... Wszystko się zmieniło. Świąt nie spędziłam w domowym zaciszu. Bynajmniej. Nie mogłam tam wrócić przez kilka tygodni. Ale tak czy siak byłam w lepszej sytuacji, niż tata, który po wypadku nigdy więcej się tam nie pokazał. Tylko ten jeden, jedyny raz, gdy wynosili z salonu jego trumnę. To była dla nas ogromna tragedia. Wręcz cios w serce. Przez wiele miesięcy nie widziałam uśmiechu na ustach mamy, która kochała Borysa całym sercem. Na pogrzebie udawała silną. Starała się nie pokazywać łez. Ale ja widziałam. Widziałam i wiedziałam, jakie uczucia nią targają. Zarówno tamto wydarzenie, jak i fakt, że dziewczyna na wózku nie mogła się zbytnio spełniać w szkole muzycznej, niestety nieprzystosowanej do niepełnosprawności sprawiły, że przeprowadziłyśmy się do Ameryki. Mieszkamy tutaj już drugi miesiąc, a ja powoli przyzwyczajam się do zupełnie innej kultury i nieco zmienionego klimatu. Na całe szczęście uraz kręgosłupa uniemożliwił mi poruszanie jedynie nogami. Dlatego właśnie wylądowałam na wózku, wciąż mogąc ruszać rękoma. W tym trudnym okresie moją opoką okazało się być pianino. Od maleńkiej lubiłam na nim grać. Obserwowałam i wsłuchiwałam się w to, jak robiła to moja mama. No i jakoś tak wyszło, że odziedziczyłam talent po niej. 
  Co było najbardziej zaskakujące po wypadku? Choćby to, jak diametralnie zmieniła się moja osobowość. W Rosji została ta cicha, grzeczna i zupełnie niepewna siebie dziewczyna. Całkiem sprawna, rozwijająca pasję pobocznie, w szkole muzycznej. Zaś w Ameryce narodziłam się na nowo, jeśli tak mogłabym to ująć. Nikt mnie tu nie zna. Nikt niczego o mnie nie wie. Zaczynam z czystą kartą, którą mogę na nowo zapełnić wspomnieniami, drobnymi wybrykami i serdecznymi ludźmi, których z pewnością dane będzie mi tutaj spotkać. Schudnięcie z sześćdziesięciu pięciu to pięćdziesięciu pięciu kilogramów także dodało mi pewności siebie. Początkowo, jeżdżąc na wózku, byłam dość pulchna. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie żadnych ćwiczeń, ale internet jak zwykle nie zawiódł. Mimo to, wciąż jestem dość wysoka. Wszak metr siedemdziesiąt pięć na pół to wciąż całkiem sporo, prawda? To po mamie odziedziczyłam wyraźny, błękitny kolor oczu. Fakturę i kolor włosów. W świetle, na brązowych lokach widać te nieco jaśniejsze pasma, momentami podchodzącymi pod kasztan. Piegi na nosie i policzkach tylko dopełniają ten typowy, rosyjski wygląd. Zwłaszcza zimą, gdy jeszcze w dodatku jego czubek jest zaczerwieniony. 
  Aby móc kontynuować swoją pasję- wybrałam właśnie klasę muzyczną. Na całe szczęście szkoła jest dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, podobnie jak internat. Mama oczywiście wybrała dom nigdzie indziej, jak w St. Petersburgu, dlatego musiałam skorzystać z lokum, które oferuje szkoła. Ale w niczym mi to nie przeszkadza. Przynajmniej jeszcze bardziej się usamodzielnię, prawda? A chcąc rozwinąć się jeszcze bardziej, w dodatku wbrałam pierwsze, dodatkowe czwartkowe zajęcia i te trzecie w piątki. To troszkę głupie, przyznaję, ale mam po prostu nadzieję na to, że poznam tam ludzi, którzy zaakceptują mnie taką, jaka jestem. Niedoskonała, choć perfekcjonistka. Życzliwa, choć odrobinkę nieufna. Ambitna, ale zarazem wiedząca, na ile mogę sobie pozwolić. I co najważniejsze- jeżdżąca na wózku, ale z dystansem do siebie. I, a nuż, może uda mi się też tam poznać jakiegoś księcia z bajki..? 
Kontakt: HowrseSF Eldarya 

czwartek, 29 sierpnia 2019

“If the face says nothing...

...listen to the heartbeat.”

Źródło
Bolinai Lan
⬾17 lat ⊹ Nai ⊹ Homoseksualny ⊹ Chiny ⊹ Anioł ⊹ IIB ⊹ 144⥇


 ⊹Wolna Muzyka 
 ⊹Zajęcia Teatralne


Bolinai nie posiada jakiejkolwiek pokaźnej rodzinki, którą mógłby się pochwalić na imprezach. Nie ma matki, która wspierałaby go w trudnych momentach i dopingowała w tych lepszych. Nie posiada ojca, który prawiłby mu kazania na temat dobra i zła. Ma za to wymagającego wujka, który zastępuje mu dwie pierwsze osoby. Qiueng Lan znany jest w Chinach za swoją niesamowitą dyscyplinę wobec własnej rodziny i wychowanków. Jako jeden z dyrektorów w starej szkole Naia potrafił wymyślać najróżniejsze kary za złamanie zasad. Bolinai ma również starszego brata - Zhelana, znanego gównie z zupełnie przeciwnego charakteru do tego swojego młodszego brata. Oczywiście chłopak rodziców miał, nie wziął się znikąd. Obaj rodzice zginęli w wypadku lotniczym. Lan Zemin - ojciec i Song Xieren - matka.


Chłopak mierzy sobie całe metr osiemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu przy wadze sześćdziesięciu siedmiu kilo. Blada skóra, przyzywająca na myśl chłód, naturalnie włosy czarne jak smoła, co kilka tygodni rozjaśniane na nowo, by tylko pogłębić jego zimną aurę. Nie posiada żadnych tatuaży, kolczyków czy innych młodzieżowych wymysłów. Raczej ucieka od tego z pewnym dystansem, zbytnio nie ufając osobą które takowe rzeczy posiadają. Gdy spojrzy się na niego po raz pierwszy wydaje się jakby stała przed tobą skóra i kości, jednak jeśli się przyjrzysz zauważysz kilka większych mięśni na ramionach. Są to efekty jednej z kar jego wujka. 
Chłopak zwykle ubiera luźne, ale odpowiednio szykowne ubrania, by godnie reprezentować swoje pochodzenie. Co jego zdaniem jest niepotrzebnym zabiegiem, jednak wolałby nie sprzeciwiać się staruszkowi, który z domu w Chinach potrafi obserwować każdy jego krok.


Gdyby postawić obok niego manekina z pustym wyrazem twarzy, możliwe że niczym by się nie różnili. Prawda jest taka, że chłopak nauczony jest chować własne emocje gdzieś głęboko w sobie i na siłę próbować o nich zapominać. Może się wydawać że jest jak sopel lodu, którego największą siłą nie można zerwać z dachu budynku. 
Owszem, na początkach znajomości raczej będzie podchodził do wszystkiego z rezerwą. Prawdopodobne jest też, że nie będzie cię lubił i chciał jak najszybciej uciec w ciemny kąt swojego pokoju tak, żebyś nigdy nie był w stanie pokazać mu się na oczy. Rada, po prostu na niego naciskaj. Im dłużej spędzi z tobą czasu, tym bardziej zacznie ufać i się otwierać. Wtedy zobaczysz, że pod tą maską obojętności znajduje się chłopak z najróżniejszymi wadami i zaletami. Mówią, że jego uśmiech może poprawić nawet najgorszy humor, a życzliwość roztopić każde serce. 
Jego wychowanie wywarło na nim ogromny wpływ, co da się szybko zauważyć. Bolinai jest zwyczajnie przerażony pokazaniem komukolwiek tego co leży gdzieś głęboko w jego sercu. Ciągle pojawiająca się przed oczami twarz jego wuja zwyczajnie odpycha go od jakichkolwiek czynów.
Oczywiście, nastolatek znany jest z niezwykłej uczciwości, hojności i dobroci. Pierwszy ustąpi miejsca w autobusie, pierwszy uratuje szczeniaczka na ulicy. Karci każdego, kto jest niemiły dla jakiejkolwiek kobiety. Nie ukrywa faktu, że jest feministą i walczy o równe prawa. Nie rozpęta bójki o byle co, zawsze musi mieć twardy powód i znajdować się w ostatecznej sytuacji. 
Młody Lan jest jednak niezwykle wybuchowy, kiedy emocje wezmą nad nim górę. Butelkowanie w sobie rozmaitych poruszeń jak związków chemicznych nie jest niczym dobrym. Można by pytać i pytać co zrobiłby w danej sytuacji, jednak trudno jest to określić. Jego czyny to cecha zmienna, zależna od humoru z jakim rano wstanie. Jednak niezależnie od tego, zawsze można go spotkać tam, gdzie dzieją się jakieś przewinienia. Od razu biegnie do nauczycieli opowiedzieć całą sytuację, przez co w szkole jest dość kontrowersyjną postacią. Oczywiście, nauczyciele go za to lubią. Do tego strasznie potrafi się im podlizywać, żeby tylko wyjść na dobre.
Co do uczniów, jedni podziwiają go za względny stoicyzm i opanowanie w różnych sytuacjach, a drudzy wręcz pragną nabić jego głowę na pal i najlepiej powiesić nad kominkiem, bo kiedyś padli ofiarą jego skarg i reprymend. 
Oczywiście chłopak nie postrzega siebie, za kogoś komu należy się szacunek w takim samym stopniu jak nauczycielom. Raczej stroni od wywyższania się i porównywania innych z ziemią. Stara się dogodzić każdemu najlepiej jak potrafi, by każdy inny wyszedł w takim samym stopniu dobrze jak i źle. Nigdy nie zwala winy na jedną osobę, a częściej bierze ją na siebie, czy rozprowadza na każdego po równo. Sprawiedliwość to podkreślone słowo w jego słowniku.

Cóż, jeśli chodzi o umiejętności to nie ma ich zbyt wielu. Posiada niesamowitą siłę i stabilność w rękach, przez co świetnie sprawuje się w ćwiczeniach siłowych na wfie, jednak nie darzy tego przedmiotu zbytnią sympatią. Odnajduje się bardziej w sprawach przedsiębiorczych czy historycznych. Interesuje się literaturą, dość często można go zauważyć z książką w dłoni. Może da się zaliczyć jego dobrą pamięć do tej kategorii? Oh, potrafi również pisać obiema dłońmi, ponieważ urodził się leworęczny, ale chiński system nauczania zabrania pisania lewą ręką.


⊹ Chorobliwie boi się lasów. Już na sam widok paraliżuje go strach.
⊹ Leworęczny, jednak używa prawej dłoni do pisania.
⊹ Stroni od jakichkolwiek kontaktów romantycznych i seksualnych, z powodu rygorystycznego wychowania, co jednak nie znaczy że nigdy w życiu się nie zakochał czy też nie widział żadnego filmu dla dorosłych.
⊹ Biegły w języku chińskim, angielskim i tajskim.



Yoongi #7158 [D}, Teezaya[DG], ~Ouija[HW], cri.carrcia.cullen@gmail.com

niedziela, 25 sierpnia 2019

Piękno kocha cień, bo w cieniu rodzi się pokusa.

TUMBLR [20.08.18]

Tobias Artem Whitehorn || Urodzony 4 stycznia, 18 lat || Mężczyzna || The Greatest Show

  Była wtedy zamieć. Oj, okropna zamieć. Tato zawsze wspominał tą zimę, jako jedną z najbardziej srogich w jego życiu. Gdy Bóg i Szatan walczyli o życie i śmierć. I obydwoje wygrali. Na świat przyszło jedno, maleńkie istnienie. Kosztem tego, którego tak bardzo brakowało w życiu obydwu mężczyzn. Po tym, jak organizm mamy, od lat trawiony przez nowotwór nie wytrzymał porodu- odeszła, zostawiając mnie i tatę samych. Czasem mam to za złe lekarzom. Lekarzom, jej i tacie. Powinna była kontynuować chemioterapię. Sprawiać uśmiech na ustach, wtedy dwudziestodwuletniego, Jeffrey'a. Tata do tej pory nie potrafi pogodzić się ze śmiercią ukochanej Tamary. Czasem odprowadzam go pijanego do łóżka. Ale zdarza się to bardzo, bardzo rzadko. Na palcach jednej ręki potrafię policzyć takie odpały taty. Poza tym... Poza tym jest przecież bardzo dobrym facetem i ojcem. Wychowywał mnie sam, z całych sił starając się to zrobić najlepiej, jak potrafił. Czasem zabierał mnie ze sobą na uczelnię, bo przecież był i do tej pory jest wykładowcą. Panie z dziekanatu zapewne do tej pory pamiętają tamtego podlotka, który podlewał im kwiaty i nauczył się czytać własnie dzięki tamtym kobietom. Nie potrafiły zastąpić mi matki, prawda. Ale nigdy nie miałem tego za złe tacie. Nie chciałem, żeby zmuszał się do miłości tylko dlatego, by zapewnić mi normalny dom. Choć na prośbę mamy tato przeprowadził się do niej, do Rosji- po śmierci zamieszkaliśmy z powrotem w Kanadzie. W rodzinnym Hamiltonie. Od dziecka pielęgnował we mnie szacunek do płci pięknej. Uczył poprawnych manier. Brał mnie ze sobą na campingi w środku lasu. Naprawdę doskonale spisał się w roli ojca, jednocześnie musząc być także moją matką. W ten sposób właśnie jakimś dziwnym trafem wychował sobie pod dachem strażaka. Oddałem tej pasji całe serce, początkowo w remizie jedynie czyszcząc samochody i garaże. Dzisiaj już nie dam rady zliczyć, na ilu akcjach byłem. Jak wiele pożarów i tragedii widziałem. Jak wielu żyć nie udało mi się uratować. Każda taka jedna odcina się w psychice strażaka. Nawiedza go we śnie. Dręczy biedne sumienie. Robiłem co mogłem!- powtarzam sobie wtedy. Pamiętam ten jeden wyjazd. Na autostradę. Pijany kierowca wjechał w bok jakiejś osobówki, wbiła się przez to w barierkę. Ale nie to było najgorsze. Chyba na zawsze przed oczami będę miał widok matki, która próbuje doczepić głowę swojej córeczki do jej ciała. To... To wywołało we mnie traumę. Do tej pory zdarza mi się budzić w środku nocy z krzykiem, niestety budząc przy tym współlokatora. Albo tatę. Zależy od dnia i miesiąca. Bacząc na to, jaką profesją się zajmuję- wspólnie z tatą podjęliśmy decyzję o tym, by zapisać mnie do klasy mundurowej. Do szkoły z internatem, oczywiście. Wszak Hamilton w Kanadzie, a White Eagle w USA to jednak kawałek drogi. Paręnaście godzin samochodem. Pełnię rolę przykładnego aniołka, który chyba nie do końca się w owej roli sprawdza. Ale kto to musi wiedzieć? Panie przecież podobno lubią złych chłopców, co nie? Choć raczej po Ance wolę wpierw poznać swoją przyszłą ewentualną ukochaną. Właśnie dlatego od jakiegoś czasu nie daję spokoju pewnej ciemnowłosej dziewczynie z muzycznej. Czy ma coś przeciwko? Cóż... Nie mnie to oceniać. Ale do tej pory jeszcze nie dostałem po pięknej buźce, więc chyba jest okej. A właśnie, zaczynając temat buźki... Każdy ma swój gust. Niektórym nie podobają się te drobne piegi na nosie i policzkach. Inni twierdzą, że blizna na ustach dodaje mi drapieżnego wyglądu, cokolwiek to znaczy. Ta druga, na brwi, z reguły jest zasłonięta przez brązowe kłaczki, które niestety żyją swoim własnym życiem, mi zupełnie nieposłuszne. Są bardziej uparte, niż Dara, naprawdę! A siniaki nie są czymś, czym warto się przejmować. Albo wpadki na WF-ie, albo znów dostało się przez plecy jakąś rurką, czy inną płonącą deską. Choć ze względu na wadę serca lekarze bardzo odradzają mi strażacką fuchę- przecież nie spędzę życia przed komputerem, albo za kierownicą tira. W końcu na coś trzeba umrzeć, nie? Hehe... Też tak myślę, a na dowód... Cóż, nawet ten grzeczny, idealny aniołek-mały-duży-piromanta lubi sobie zapalić. A czemu mały-duży? Niecałe metr dziewięćdziesiąt jeden wzrostu to chyba całkiem sporo, jak na osiemnastolatka, nie? Co jeszcze przemawia za tym, że powinienem być diabełkiem? Jazda na motorze. Przynajmniej zdaniem niektórych. Tatuaż na całych plecach i dodatkowo rękaw na prawej ręce. W gimnazjum miałem nawet kolczyki! Ciężko uwierzyć, wiem, ale na szczęście tamta faza mi już przeszła. Tak jak i aparat na zęby, zdjęty już w wakacje między gimbą a liceum. Co oprócz jazdy na motorze umiem, możesz spytać? Otóż potrafię grać na gitarze. Tak, może to gejowe, ale da się przy tym fajnie odstresować. A niektórzy mi nawet mówili, że mam zdolności wokalne, choć ja osobiście nie znoszę swojego głosu. Zresztą jak chyba każdy. Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy, bo nie może zgasić tamtego płonącego papierka- znajdzie mnie zawsze w pokoju numer dwa, na pierwszym piętrze. Znaczy znajdzie mnie, jeśli nie będę poza internatem, oczywiście. Ewentualnie może szukać w szkole po planie lekcji. Lub później, na zajęciach sportowych albo na samoobronie. No i okazjonalnie na wolontariacie. Ale to robię tylko dlatego, żeby móc tam się spotkać z pewną panienką spod 073. Czy ktoś może mieć za złe biednemu Tobciowi, że zakochał się w tamtej urokliwej wiolonczelistce? No raczej nie, Ameryka chyba wolny kraj. Albo coś w ten deseń. Kończę swoją autobiografię, bo dzwonią ze straży. Z fartem, mordeczki! I pamiętajcie, dezodorantu i zapalniczki używajmy tylko pod nadzorem rodziców i na zewnątrz!

∴ Kontakt: 1 | 2 | 3 ∴

sobota, 24 sierpnia 2019

Father, please tell me the story...

... about the brother who loved you and about the hero who saved you.

PINTEREST [24.08.2019]
⬩⬥⬩
GODNOŚĆ: Sylva Feyre Wulf
PSEUDONIM: Sylva nie spotkała się w życiu zbyt dużą ilością pseudonimów, lecz jeden zapamiętała z miłymi wspomnieniami - Dzwoneczek.
WIEK: 17 lat
PŁEĆ: Kobieta
POCHODZENIE: Norwegia
⬩⬥⬩
ROLA: Anioł
KLASA: IIB
ZAJĘCIA DODATKOWE: W poniedziałki uczęszcza na zajęcia z samoobrony, natomiast w czwartek spotkać ją można na zajęciach teatralnych.
POKÓJ: 072.
⬩⬥⬩
ORIENTACJA: Biseksualna.
ZAUROCZENIE: Dziewczyna jak do tej pory nie rozglądała się za nikim, z kim mogłaby chodzić dłuższy czas. Ale może się to zmieni?
PARTNER: Brak.
RODZINA: 
  • Ophelia O'Lear - jej mama. Kobiety nie mają ze sobą zbyt bliskich kontaktów, matka odeszła od niej i od ojca, gdy Sylva miała sześć lat. Spotykają się dwa/trzy razy w miesiącu i spędzają ze sobą nieco czasu, choć dziewczyna nie za bardzo za tym przepada. Feyre nie wybaczyła jej czynu jakiego się postąpiła, ale podczas spotkać próbuje być miła i nie ukazuje po sobie złości.
  • Siva Wulf - ojciec. Dziewczyna go uwielbia, Mężczyzna nie jest typem surowego ojca, który nie ma czasu dla swoich dzieci, wręcz przeciwnie - kiedy tylko może spędza czas ze swoimi dziećmi na gry planszowe, czy zwykłe spacery po lesie. Sylva nigdy na niego nie narzekała, bo wiedziała, że stara się z całych sił by zastąpić matkę.
  • Alexy Wulf - jej starszy o dwa lata brat. Mieszka z narzeczoną niedaleko domu swojego ojca. Dzwoni do niego prawie codziennie by zapytać co u niego słychać, kiedy on pyta się jak idzie jej w szkole. Podczas gdy ona utrzymuje z matką jakiekolwiek kontakty, on odwrócił się od niej całkowicie. Obwinia ją o to, że codziennie musiał słuchać płaczu swojej młodszej siostry, która nie rozumiała, dlaczego mama odeszła. Jest ciepłą osobą, która przyjaciół Freyi traktuje jak własnych.
⬩⬥⬩
GŁOS: Emma Heesters
APARYCJA: Szatynka o dwukolorowych oczach, mierząca sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu. Odcień skóry nieco opalony, delikatny, zaś sama sylwetka typowo kobieca. Ma czym oddychać oraz na czym usiąść, lecz zachowana szczupła figura. Bardziej dumna jest ze swojego brzucha i talii, a także nóg, dzięki którym po prostu wymiata w szpilkach i innych butach na obcasie czy koturnie. Matka natura obdarowała ją pełnymi ustami. Nie ulepszała sobie ich w żaden sposób. Dodatkowo jest posiadaczką jednego z najładniejszych uśmiechów, jakich znam, a do tego prześlicznych białych ząbków, które grzecznie szczotkuje dwa (a nawet trzy) razy dziennie. Ładna buzia bez najmniejszych blizn czy innych skaz, jedynie z kilkoma pieprzykami, które dodają jej uroczego wyglądu. Niektórzy po pierwszym spotkaniu z nią przyrównują jej wygląd do porcelanowej laleczki. Ma długie, delikatne palce i zadbane paznokcie, zawsze pomalowane bezbarwnym lakierem. 
CHARAKTER: Wyrobić sobie zdanie na czyjś temat wcale nie jest takie trudno. Wystarczy tylko kilka sekund obserwacji i opinie masz podaną, prawie że na tacy. Czy taka metoda oddaje rzeczywistość? Zdecydowanie nie! Sylva przez ładną buźkę oraz pociągające ciało odbierana jest jako kolejna pusta niunia z insta pragnąca followersów. Większość osób nie odbiera jej poważnie i myśli, że może ją wykorzystać do swoich celów. Miny tych wszystkich naiwniaków są bezcenne, kiedy prawda okazuje się inna. Dziewczyna jest niezwykle inteligentna. Zacznijmy od ogólnego zarysu jej charakteru. Swoim IQ przewyższa znaczną większość spotkanych osób. Mózg tej młodej kobiety jest niczym komputer. Zapamięta wszystko, co zobaczy i usłyszy. Myśli niezwykle szybko. W sekundę oceni sytuację oraz znajdzie z niej najkorzystniejsze dla siebie wyjście. Już po tych kilku zdaniach możesz sobie wyobrazić, że to chodząca encyklopedia. Nie zawsze ma przysłowiowy kija w d*pie. Miewa szalone i nierozsądne pomysły. Które nie są do końca odpowiedzialne i przemyślane. Nauczyła się obserwować innych tak, że Ci nie są tego świadomi. Przygląda się dosłownie wszystkiemu, nie umknie jej nawet najdrobniejsza zmiana mimiki twarzy, gest czy nawet delikatne zawahanie w głosie. Jedak, aby mieć pełen obraz czyjegoś charakteru musi zamienić kilka słów. Robi to chętnie, ponieważ ciekawią ją ludzie oraz świat. Otwarta na wszelkie nowe doznania. Czuje się tak samo dobrze na wystawnym przyjęciu, jak na wypadzie z przyjaciółmi na kilka piw. Możesz pomyśleć, że jest sztuczna, bo udaje kogoś, kim nie jest. Myśl co chcesz po niej spłynie to jak po kaczce. Jednak każdą ranę zadaną psychicznie zapamięta i będzie czekała aż nadejdzie Twój dzień aby się zemścić. Na co dzień jest cicha, spokojna i skryta w sobie. Trzyma się w cieniu i idealnie wtapia w otoczenie. Jest szara myszką, która niczym szczególnym się nie wyróżnia. Raczej stroni od ludzi nie chcąc zbyt bardzo się przyzwyczajać. Nie lubi tłoku i niepotrzebnego harmideru. Jej sposób życia oraz to kim jest sprawia, że została samotnikiem bez przyjaciół, rodziny. Lari zawsze stara się być miła, uprzejma i uśmiechnięta nie zależnie od sytuacji. Nie lubi konfliktów i sprzeczek za wszelką cenę stara się ich unikać. Wyśmienita słuchaczka i trafna obserwatorka. Dzięki temu potrafi ocenić kto jakim jest człowiekiem i jak wiele jest wart. Uczynna, pracowita i w razie wypadku skłonna do pomocy. Jest bardzo uczuciowa i szkoda jej wszystkich, którym wiedzie się gorzej. Rozczula się nawet na filmach. W życiu wbrew zasadom kieruję się własnymi wartościami. Jeżeli coś sobie postanowi bywa uparta i dąży do celu nie przejmując się późniejszymi konsekwencjami. Przez co często wpada w kłopoty i ma nieprzyjemności.
UMIEJĘTNOŚCI: Dziewczyna nie wykazuje się może niczym szczególnym na pierwszy rzut oka, lecz jest mistrzynią w gry planszowe. Nie ważne czy już w nią grała, czy nie - w mig rozpracuje najbliższą drogę do zwycięstwa. Robi także cudne zdjęcia, dlatego podczas ważnych apelów jest proszona o wykonanie sesji, która później trafia na stronę szkoły. 
INNE: 
  • Dziewczyna interesuje się historią, mitologią i wierzeniami wszelkich ludów. Fascynuje ją to jak bardzo ludzie w dawnych czasach byli otwarci na świat, który ich otaczał. Ciężko jej uwierzyć jak bardzo teraz stali się ograniczeni.
  • Na jej laptopie można znaleźć masę filmów oraz seriali, lecz dziewczyna woli chodzić do kina gdzie jak twierdzi, jest lepszy klimat.. 
  • Uwielbia chińszczyznę i kuchnię włoską.
  • Dziewczyna cierpi na hemolakrię, więc nie przestrasz się jej krwistych łez.
  • Zna wiele języków azjatyckich m.in japoński, koreański, chiński, tajlandzki podstawy rosyjskiego, chociaż potrafi też płynnie mówić po niemiecku oraz hiszpańsku.
  • Męczą ją koszmary nocne
  • Uwielbia oglądać bajki oraz anime, a patrząc na jej charakter nie dziw się jeśli zacznie płakać, kiedy jej ulubiona postać umrze.
⬩⬥⬩
KONTAKT: bozenka22 [howrse], Pandzika [doggi-game], BellaVintro#6611 [discord], pandzika@gmail.com [gmail]