piątek, 30 sierpnia 2019

Prawdziwa miłość podobna jest do pierścienia...

A pierścień nie ma ani początku, ani końca.

Deviantart | 22.08.2019
ANASTAZJA TAMARA ROMANOW | ANA, ROMA || ROSJANKA || 14.07.2002 || ANIOŁ || II B || POKÓJ 001 || GŁOS

Rosja, wbrew pozorom, jest zaskakująco pięknym krajem. Trzeba po prostu sięgnąć głębiej. Zobaczyć więcej. Poczuć to miejsce w sobie, wszystkimi zmysłami. Przez siedem lat mieszkałam w bajkowej stolicy Rosji. Rodzice wynajmowali mieszkanie, z którego balkonu było doskonale widać Kreml i Plac Czerwony. A jakie były tam Sylwestra! Doprawdy najlepszym momentem na odwiedzenie tego kraju jest zima. Te nasze są ciężkie i mroźne. Ale to właśnie wtedy można zobaczyć cały urok tego pozornie zamkniętego kraju, otoczonego blokowiskami i pijanymi ludźmi. Później tato dostał pracę w Petersburgu. I tam właśnie mieszkałam aż do zeszłego roku, pomagając mamie już nie w mieszkaniu, a w domu. Piętrowym z ogromnym ogrodem. Tata naprawdę bardzo się postarał, byśmy obydwie były zadowolone. Może i nasza "rezydencja" nie była zbyt wielka, ale czy dla trójki ludzi potrzeba wiele? Oczywiście, mama chciała kolejne dziecko. Zresztą nie tylko ona. Ale po moich narodzinach coś się pokićkało w maminym organizmie i nie chciał współpracować z chęciami i staraniami rodziców. A wszystkiego dopiął tamten cholerny wypadek...
 Pamiętam, jakby to wydarzyło się wczoraj. Była już Wigilia Bożego Narodzenia. Świąteczny poranek. Uprzedzając pytania- jesteśmy katoliczkami. Może i w Rosji większość to prawosławie, ale zdarzają się takie wyjątki jak my. Jednak wracając – tego dnia nie sypał śnieg. A biały puch, który już pokrywał ziemię iskrzył się w promieniach słońca. Robiłam z mamą ciastka. Miała nas odwiedzić babcia Ludmiła i dziadek Oleg, więc chciała, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. To po niej zostałam taką perfekcjonistką we wszystkim, co robię. Zabrakło jej mąki. Mąki i mleka. A jako, że nie miała prawa jazdy- poprosiła tatę o podjechanie do sklepu. Tato wziął mnie ze sobą, bo on nie wiedział co, które i o co w ogóle Róża go prosiła. Jakże mogłabym mu odmówić? Ubrana w płaszcz, wysokie buty i wszelkie wełniane dodatki wsiadłam z nim do samochodu. Po wyjechaniu na zaskakująco ruchliwą ulicę... Cóż... Wszystko się zmieniło. Świąt nie spędziłam w domowym zaciszu. Bynajmniej. Nie mogłam tam wrócić przez kilka tygodni. Ale tak czy siak byłam w lepszej sytuacji, niż tata, który po wypadku nigdy więcej się tam nie pokazał. Tylko ten jeden, jedyny raz, gdy wynosili z salonu jego trumnę. To była dla nas ogromna tragedia. Wręcz cios w serce. Przez wiele miesięcy nie widziałam uśmiechu na ustach mamy, która kochała Borysa całym sercem. Na pogrzebie udawała silną. Starała się nie pokazywać łez. Ale ja widziałam. Widziałam i wiedziałam, jakie uczucia nią targają. Zarówno tamto wydarzenie, jak i fakt, że dziewczyna na wózku nie mogła się zbytnio spełniać w szkole muzycznej, niestety nieprzystosowanej do niepełnosprawności sprawiły, że przeprowadziłyśmy się do Ameryki. Mieszkamy tutaj już drugi miesiąc, a ja powoli przyzwyczajam się do zupełnie innej kultury i nieco zmienionego klimatu. Na całe szczęście uraz kręgosłupa uniemożliwił mi poruszanie jedynie nogami. Dlatego właśnie wylądowałam na wózku, wciąż mogąc ruszać rękoma. W tym trudnym okresie moją opoką okazało się być pianino. Od maleńkiej lubiłam na nim grać. Obserwowałam i wsłuchiwałam się w to, jak robiła to moja mama. No i jakoś tak wyszło, że odziedziczyłam talent po niej. 
  Co było najbardziej zaskakujące po wypadku? Choćby to, jak diametralnie zmieniła się moja osobowość. W Rosji została ta cicha, grzeczna i zupełnie niepewna siebie dziewczyna. Całkiem sprawna, rozwijająca pasję pobocznie, w szkole muzycznej. Zaś w Ameryce narodziłam się na nowo, jeśli tak mogłabym to ująć. Nikt mnie tu nie zna. Nikt niczego o mnie nie wie. Zaczynam z czystą kartą, którą mogę na nowo zapełnić wspomnieniami, drobnymi wybrykami i serdecznymi ludźmi, których z pewnością dane będzie mi tutaj spotkać. Schudnięcie z sześćdziesięciu pięciu to pięćdziesięciu pięciu kilogramów także dodało mi pewności siebie. Początkowo, jeżdżąc na wózku, byłam dość pulchna. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie żadnych ćwiczeń, ale internet jak zwykle nie zawiódł. Mimo to, wciąż jestem dość wysoka. Wszak metr siedemdziesiąt pięć na pół to wciąż całkiem sporo, prawda? To po mamie odziedziczyłam wyraźny, błękitny kolor oczu. Fakturę i kolor włosów. W świetle, na brązowych lokach widać te nieco jaśniejsze pasma, momentami podchodzącymi pod kasztan. Piegi na nosie i policzkach tylko dopełniają ten typowy, rosyjski wygląd. Zwłaszcza zimą, gdy jeszcze w dodatku jego czubek jest zaczerwieniony. 
  Aby móc kontynuować swoją pasję- wybrałam właśnie klasę muzyczną. Na całe szczęście szkoła jest dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych, podobnie jak internat. Mama oczywiście wybrała dom nigdzie indziej, jak w St. Petersburgu, dlatego musiałam skorzystać z lokum, które oferuje szkoła. Ale w niczym mi to nie przeszkadza. Przynajmniej jeszcze bardziej się usamodzielnię, prawda? A chcąc rozwinąć się jeszcze bardziej, w dodatku wbrałam pierwsze, dodatkowe czwartkowe zajęcia i te trzecie w piątki. To troszkę głupie, przyznaję, ale mam po prostu nadzieję na to, że poznam tam ludzi, którzy zaakceptują mnie taką, jaka jestem. Niedoskonała, choć perfekcjonistka. Życzliwa, choć odrobinkę nieufna. Ambitna, ale zarazem wiedząca, na ile mogę sobie pozwolić. I co najważniejsze- jeżdżąca na wózku, ale z dystansem do siebie. I, a nuż, może uda mi się też tam poznać jakiegoś księcia z bajki..? 
Kontakt: HowrseSF Eldarya 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz