TUMBLR [20.08.18]
Była wtedy zamieć. Oj, okropna zamieć. Tato zawsze wspominał tą zimę, jako jedną z najbardziej srogich w jego życiu. Gdy Bóg i Szatan walczyli o życie i śmierć. I obydwoje wygrali. Na świat przyszło jedno, maleńkie istnienie. Kosztem tego, którego tak bardzo brakowało w życiu obydwu mężczyzn. Po tym, jak organizm mamy, od lat trawiony przez nowotwór nie wytrzymał porodu- odeszła, zostawiając mnie i tatę samych. Czasem mam to za złe lekarzom. Lekarzom, jej i tacie. Powinna była kontynuować chemioterapię. Sprawiać uśmiech na ustach, wtedy dwudziestodwuletniego, Jeffrey'a. Tata do tej pory nie potrafi pogodzić się ze śmiercią ukochanej Tamary. Czasem odprowadzam go pijanego do łóżka. Ale zdarza się to bardzo, bardzo rzadko. Na palcach jednej ręki potrafię policzyć takie odpały taty. Poza tym... Poza tym jest przecież bardzo dobrym facetem i ojcem. Wychowywał mnie sam, z całych sił starając się to zrobić najlepiej, jak potrafił. Czasem zabierał mnie ze sobą na uczelnię, bo przecież był i do tej pory jest wykładowcą. Panie z dziekanatu zapewne do tej pory pamiętają tamtego podlotka, który podlewał im kwiaty i nauczył się czytać własnie dzięki tamtym kobietom. Nie potrafiły zastąpić mi matki, prawda. Ale nigdy nie miałem tego za złe tacie. Nie chciałem, żeby zmuszał się do miłości tylko dlatego, by zapewnić mi normalny dom. Choć na prośbę mamy tato przeprowadził się do niej, do Rosji- po śmierci zamieszkaliśmy z powrotem w Kanadzie. W rodzinnym Hamiltonie. Od dziecka pielęgnował we mnie szacunek do płci pięknej. Uczył poprawnych manier. Brał mnie ze sobą na campingi w środku lasu. Naprawdę doskonale spisał się w roli ojca, jednocześnie musząc być także moją matką. W ten sposób właśnie jakimś dziwnym trafem wychował sobie pod dachem strażaka. Oddałem tej pasji całe serce, początkowo w remizie jedynie czyszcząc samochody i garaże. Dzisiaj już nie dam rady zliczyć, na ilu akcjach byłem. Jak wiele pożarów i tragedii widziałem. Jak wielu żyć nie udało mi się uratować. Każda taka jedna odcina się w psychice strażaka. Nawiedza go we śnie. Dręczy biedne sumienie. Robiłem co mogłem!- powtarzam sobie wtedy. Pamiętam ten jeden wyjazd. Na autostradę. Pijany kierowca wjechał w bok jakiejś osobówki, wbiła się przez to w barierkę. Ale nie to było najgorsze. Chyba na zawsze przed oczami będę miał widok matki, która próbuje doczepić głowę swojej córeczki do jej ciała. To... To wywołało we mnie traumę. Do tej pory zdarza mi się budzić w środku nocy z krzykiem, niestety budząc przy tym współlokatora. Albo tatę. Zależy od dnia i miesiąca. Bacząc na to, jaką profesją się zajmuję- wspólnie z tatą podjęliśmy decyzję o tym, by zapisać mnie do klasy mundurowej. Do szkoły z internatem, oczywiście. Wszak Hamilton w Kanadzie, a White Eagle w USA to jednak kawałek drogi. Paręnaście godzin samochodem. Pełnię rolę przykładnego aniołka, który chyba nie do końca się w owej roli sprawdza. Ale kto to musi wiedzieć? Panie przecież podobno lubią złych chłopców, co nie? Choć raczej po Ance wolę wpierw poznać swoją przyszłą ewentualną ukochaną. Właśnie dlatego od jakiegoś czasu nie daję spokoju pewnej ciemnowłosej dziewczynie z muzycznej. Czy ma coś przeciwko? Cóż... Nie mnie to oceniać. Ale do tej pory jeszcze nie dostałem po pięknej buźce, więc chyba jest okej. A właśnie, zaczynając temat buźki... Każdy ma swój gust. Niektórym nie podobają się te drobne piegi na nosie i policzkach. Inni twierdzą, że blizna na ustach dodaje mi drapieżnego wyglądu, cokolwiek to znaczy. Ta druga, na brwi, z reguły jest zasłonięta przez brązowe kłaczki, które niestety żyją swoim własnym życiem, mi zupełnie nieposłuszne. Są bardziej uparte, niż Dara, naprawdę! A siniaki nie są czymś, czym warto się przejmować. Albo wpadki na WF-ie, albo znów dostało się przez plecy jakąś rurką, czy inną płonącą deską. Choć ze względu na wadę serca lekarze bardzo odradzają mi strażacką fuchę- przecież nie spędzę życia przed komputerem, albo za kierownicą tira. W końcu na coś trzeba umrzeć, nie? Hehe... Też tak myślę, a na dowód... Cóż, nawet ten grzeczny, idealny aniołek-mały-duży-piromanta lubi sobie zapalić. A czemu mały-duży? Niecałe metr dziewięćdziesiąt jeden wzrostu to chyba całkiem sporo, jak na osiemnastolatka, nie? Co jeszcze przemawia za tym, że powinienem być diabełkiem? Jazda na motorze. Przynajmniej zdaniem niektórych. Tatuaż na całych plecach i dodatkowo rękaw na prawej ręce. W gimnazjum miałem nawet kolczyki! Ciężko uwierzyć, wiem, ale na szczęście tamta faza mi już przeszła. Tak jak i aparat na zęby, zdjęty już w wakacje między gimbą a liceum. Co oprócz jazdy na motorze umiem, możesz spytać? Otóż potrafię grać na gitarze. Tak, może to gejowe, ale da się przy tym fajnie odstresować. A niektórzy mi nawet mówili, że mam zdolności wokalne, choć ja osobiście nie znoszę swojego głosu. Zresztą jak chyba każdy. Jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy, bo nie może zgasić tamtego płonącego papierka- znajdzie mnie zawsze w pokoju numer dwa, na pierwszym piętrze. Znaczy znajdzie mnie, jeśli nie będę poza internatem, oczywiście. Ewentualnie może szukać w szkole po planie lekcji. Lub później, na zajęciach sportowych albo na samoobronie. No i okazjonalnie na wolontariacie. Ale to robię tylko dlatego, żeby móc tam się spotkać z pewną panienką spod 073. Czy ktoś może mieć za złe biednemu Tobciowi, że zakochał się w tamtej urokliwej wiolonczelistce? No raczej nie, Ameryka chyba wolny kraj. Albo coś w ten deseń. Kończę swoją autobiografię, bo dzwonią ze straży. Z fartem, mordeczki! I pamiętajcie, dezodorantu i zapalniczki używajmy tylko pod nadzorem rodziców i na zewnątrz!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz