poniedziałek, 2 września 2019

Od Tobiasa - do Dary

 To był ciężki dzień nie tylko ze względu na akcję. Nawiasem mówiąc, prawie straciłem tam rękę, ale Philip na całe szczęście zdążył mnie odepchnąć spod spadającego stropu. Tuż przy łopatkach został jedynie ślad po oparzeniu, przed którym nie zdołał mnie ochronić nawet mundur. Wizyta w szpitalu trwała niecałą godzinkę. Pani pielęgniarka szybko uwinęła się z oczyszczeniem zranionego miejsca, a od doktora dostałem dobrze mi znaną piankę. To nie pierwszy raz, kiedy dzieje się coś podczas pożaru. A tamten... Cóż, to był dość stary dom. Zapewne wcześniej bardzo ładnie urządzony, ale cały z drewna, które nie zostało porządnie zabezpieczone. Przyczyną najprawdopodobniej było podpalenie zasłony. Zupełnie nieświadomie, ktoś zostawił okulary na stole. A soczewka nagrzewana przez słońce potrafi zdziałać wiele, wiele złego. Jednak chyba najważniejszy był fakt, że wszyscy przeżyli. Tamta pięciolatka była troszkę oszołomiona dymem, ale zabrali ją do szpitala w tym samym momencie, co mnie. Rodzice oczywiście dziękowali nam za szybą reakcję, a ja w duchu dziękowałem im. Nic nie umiałem na sprawdzian z biologii, a jako ochotniczy strażak mogę się zwalniać z lekcji o dowolnej godzinie, jako dowód pokazując powiadomienie w aplikacji. 
 – Halo? – wymruczałem w telefon, jeszcze przy tym pocierając odrobinkę bolący bark.
Siedziałem już w samochodzie Marka. Mieszkał nieopodal internatu i z reguły brał mnie ze sobą, gdy byliśmy razem na akcji. O tym zapewne będzie głośno w mediach. Pożar wybuchł kilka minut od nielegalnego składu rozpuszczalników i im podobnych rzeczy. Gdyby ogień tam doszedł... Ofiar byłoby zdecydowanie więcej. Nie tylko przez toksyny w powietrzu, ale też porządny wybuch. Wszak są w nich łatwopalne związki chemiczne, które pod wpływem wysokiej temperatury po prostu biorą i robią jeb!
 – Noo... Za jakieś piętnaście minut będę. Mam ci kupić coś po drodze? – tym razem pytanie padło z mojej strony. 
Zawsze mogłem go poprosić, by wysadził mnie koło centrum. Nie dość, że mam tam sklepy pod ręką, to jeszcze autobusem na spokojnie dojadę do szkoły. A właściwie do internatu. Nie chciałem ciągnąć faceta sześć lat starszego ode mnie po sklepach. On akurat miał swoje życie. Żonę i drugie dziecko w drodze, a mnie traktował po prostu jak brata. Już kiedyś dał mi znać, że jeśli czegokolwiek bym potrzebował- mam się nie wahać i dać mu znać. Oczywiście o normalnej porze, żeby nie obudzić małego Damiena. Zaś słysząc jej odpowiedź jedynie uśmiechnąłem się pod noskiem, jeszcze z rozbawieniem kręcąc głową. "Okej"- na tyle się zdecydowałem jeszcze przed rozłączeniem. Niby nic nie chciała, ale od Nata wiedziałem, jak bardzo się stresuje z powodu zawodu, jaki sobie wybrałem jeszcze za dzieciaka. Tato, w przyszłości chcę zostać strażakiem!- pamiętam to jak dzisiaj. Mały, szczerbaty chłopczyk o chabrowych oczach z głową pełną marzeń już wtedy zdążył zadeklarować, czym będzie się zajmował za parę lat. Zaś Darze należy się jakaś duża czekolada za ten stres i zamartwianie się. Dlatego poprosiłem kumpla, by wysadził mnie po drodze przy galerii.
---
Poprawiłem jeszcze kurtkę, powoli wchodząc na piętro. Ba! Wręcz powłócząc nogami po schodach w końcu dotarłem na to nieszczęsne drugie piętro. Czemu nie wybrałem pokoju niżej? No tak, wtedy już nie miałbym tak fajnego współlokatora. Przeczesując włosy dłonią wszedłem jak do siebie, choć to raczej oczywiste. W końcu pokój jest wspólny, co nie? 
 – Wiem, wiem, Dar, to nie było tylko pięć minut, okej – zacząłem na wstępie, dość nieudolnie starając się naśladować to tylko pięć minut.
Głosu czarnowłosej piękności niestety nie dało się nijak powtórzyć. Był zdecydowanie jedyny w swoim rodzaju. Choć momentami uroczo się irytowała, zwłaszcza gdy ja albo jej przybrany braciszek zrobiliśmy coś nie tak.
 – Aaale mam tutaj Milkę z ciasteczkami w ramach zadośćuczynienia. Więc nie krzycz, bo jeszcze nie zaczęłaś – swój monolog zakończyłem lekkim uśmiechem i podaniem czekolady prosto w łapki wiolonczelistki. 

[ Daro? No patrz, jak ładnie prosi! ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz